Twój koszykTwój schowek
   
Logowanie
szukaj

Katalog


Fragment

Pier Giorgio Frassati

Listy do przyjaciół



Przedmowa biskupa Grzegorza Rysia

Warto – nie tylko z okazji Światowych Dni Młodzieży w Krakowie – przypominać młodym (i starszym) postać Pier Giorgia Frassatiego. WAM wydaje jego biografię, autorstwa jego siostry, Luciany; zaś „Więź” wznawia jego listy. Dobrze jest przeczytać obie książki razem – nie tylko dlatego, że każda z nich wzięta z osobna jest bardzo dobra, ale także dlatego, że w wielu miejscach uzupełniają się wzajemnie i objaśniają.

Luciana wybija na plan pierwszy w duchowej sylwetce brata jego wrażliwość i miłość do ubogich; podkreśla przy tym jego dyskrecję w tej dziedzinie – tak naprawdę dopiero pogrzeb Pier Giorgia objawił (nie tylko światu, ale i najbliższym) setki ubogich, którym w życiu pomagał, i którzy, nie bacząc na jego pochodzenie i status społeczny, mieli go „za swego”. Tę samą dyskrecję można nie wprost „wyczytać” z jego listów. „Nie wprost” – gdyż niemal w ogóle o niej w nich nie wspomina. To uderzające: Pier Giorgio opowiada w swych listach niemal o wszystkim – o każdym wydarzeniu życia (i to detalicznie!), ale osoby, które wspiera, i formy tej pomocy, pozostają jego tajemnicą. O tym, jak ważny jest dla niego ten fragment życia i aktywności, świadczy jedynie wymowna wzmianka w jednym z ostatnich listów (15 kwietnia 1925 roku): oto w ogniu ostatnich egzaminów i przygotowywania pracy magisterskiej stwierdza, że musi odłożyć na bok wszystko: góry, aktywność kulturalną i polityczną, spotkania towarzyskie („umrę dla wszystkich”) – oprócz jednego tylko: Konferencji Świętego Wincentego – a więc zasady przynajmniej trzykrotnego w tygodniu wyjścia do ubogich!

Listy pozwalają nam również pogłębić znajomość motywacji charytatywnego działania Pier Giorgia. Oprócz wielkiej wrażliwości, cechującej go już od najmłodszych lat (co celnie wychwytuje Luciana) ważne jest też niewątpliwie właściwe odczytanie wyzwań czasu, szczególnie niebezpieczeństwa ze strony faszyzmu. Trzeba pamiętać, że faszyzm doszedł do władzy we Włoszech na fali głoszonego przez siebie „mitu kalekiego zwycięstwa”: oto Włochy po strasznej wojnie (pierwszej wojnie światowej) znalazły się w gronie zwycięzców, nie inaczej jednak, jak za cenę wielkich ofiar. Zwycięstwo nie zostało wszakże „równo” podzielone – nie wszyscy na nim skorzystali, wielu żyje więc – twierdzili faszyści – w niezasłużonej biedzie. Zostali bowiem zdradzeni przez tych, którym się „udało”. Ta niesprawiedliwość sama w sobie usprawiedliwiać miała sięgnięcie po gwałt i przemoc, i totalitarne rządy (swoją drogą, to przerażające, jak to znajomo pobrzmiewa...). Pier Giorgio nie ma żadnych złudzeń co do faszyzmu (jego stosunek do tej ideologii i działań wielokrotnie wraca w listach) – gwałt nie jest żadną drogą do zlikwidowania biedy i niesprawiedliwości; jest nią jedynie chrześcijańskie MIŁOSIERDZIE (nawet nie sprawiedliwość!). Jakże podobny jest w tym rozeznaniu Pier Giorgio do naszego Brata Alberta – tyle tylko, że Brat Albert widział chrześcijańskie miłosierdzie jako przeciwieństwo socjalizmu i rewolucji, zaś Pier Giorgio jako radykalną alternatywę faszyzmu. Punktem wyjścia pozostaje jednak dla Frassatiego jego rozumienie wiary i Kościoła, a nie kalkulacje polityczne: fundamentem naszej religii jest Miłosierdzie – pisze, przygotowując swoje przemówienie do członków FUCI – bez którego ona cała zwaliłaby się w gruzy. Przy całym swoim zaangażowaniu politycznym, Pier Giorgio wyraźnie nie miesza uzasadnień religijnych i politycznych: „zasady dyplomacji i polityki” (same w sobie „znakomite umiejętności”) wprowadzane w dyskurs kościelny i ewangeliczny zanieczyszczają źródło (zob. list z 31 października 1923 roku) – znów, jakże cenne i aktualne to spostrzeżenie!

Proszę się nie bać, nie zamierzam w ten sposób analizować wszystkich wymiarów duchowej sylwetki Pier Giorgia; nie mogę się jednak oprzeć pragnieniu choćby wypunktowania kilku z nich. Kim jest? Jakim się pokazuje Autor prezentowanych listów?

Po pierwsze, jest niewątpliwie człowiekiem wspólnoty. Pier Giorgio niemal nie potrafi niczego ważnego w swoim życiu przeżyć w samotności – wprost MUSI się podzielić każdym dobrym wydarzeniem. 15 kwietnia 1925 roku pisze do przyjaciela o planie swej pielgrzymki do Oropy; następnego dnia – skoro tylko tam dotarł – pozdrawia stamtąd dwie kolejne bliskie osoby – w jednozdaniowych listach, ale koniecznie!

To nie gadulstwo – to dbałość o relacje! Nie zostawia niczyjego listu bez odpowiedzi, domaga się listów i informacji, pamięta o ważnych datach (urodziny, imieniny, rocznice). Kocha przynależeć, i kocha tworzyć (współtworzyć) wszelkiego rodzaju grupy i organizacje – mniej lub bardziej formalne, mniej lub bardziej poważne. Żyje w wiernym wychodzeniu do innych – to znów ogromnie ważne przesłanie do młodych ludzi dziś.

Dalej, Pier Giorgio, jakiego poznajemy z listów, to niewątpliwie ktoś, kto chce „życia, a nie wegetacji” (27 lutego 1925 roku). Żył na całego! I wielowymiarowo! Wszyscy wiedzą, że kochał góry. Mniej z nas wie, że lubił też żaglówki. W listach widzimy go jednak, jak z równą pasją zwiedza galerie obrazów i muzea, chodzi do teatru, stoi kilka godzin w kolejce po bilety do opery, rozkochany jest we włoskiej literaturze, ale również w osiągnięciach inżynierii i techniki. To ostatnie wiąże się oczywiście z jego studiami. Tu bywa różnie: z reguły zdaje, ale raczej słabo, czasem oblewa egzaminy – nie pasuje do modelu świętego z dawnych żywotów, który we wszystkim i zawsze musi być najlepszy. Na ogół pilny – potrafi jednak (wbrew rozsądkowi) wyrwać się na narty i zrobić wyrzut przyjaciółce, która wybrała naukę: wspominamy prymuskę – dezerterkę, którą całe życie będzie trawił daremny żal. Młodość nie wróci więcej (10 lutego 1924 roku).

Smak może mieć jedynie życie radykalne – i ten radykalizm Pier Giorgia widać w listach na każdym kroku, choćby z patronów, jakich sobie obiera w różnych zrzeszeniach: Savonarola i Robespierre! Jest zdecydowany – choćby wtedy, gdy nieodwołalnie występuje z turyńskiego koła FUCI, w ostrych słowach upominając prezesa, którego w poprzednich listach tytułuje z reguły „Kochany!”. Ale potrafi także jako pierwszy wyciągnąć rękę do zgody; umie również odróżniać poglądy od osoby: najlepiej świadczą o tym wierne i pełne prawdziwie czułej miłości listy do ojca, Alfredo Frassatiego, z którym politycznie wszystko go różniło. Przy całej swej miłości do gór, nie daje się nigdy namówić na wyprawę, która odbyłaby się kosztem niedzielnej Mszy św. Szuka syntezy – w jednym z listów (mając 22 lata) pisze o doświadczeniu śmierci i nauce stąd płynącej, oraz o czekających go egzaminach, dziękuje przyjacielowi za pożyczenie czekana i pozdrawia go serdecznie w Jezusie Chrystusie – wszystko równie naturalnie, i równie prawdziwie; potrafi zapalić papierosa z papieskim nuncjuszem i z największą powagą podzielić się przepisem na jeden z włoskich makaronów; zna się na kwiatach i umie się bić...

Myślę, że ma wszelkie prawo zafascynować sobą – i swoją wiarą – młodych z Polski i ze świata. Sam młody, zaangażowany, emocjonalny, człowiek, któremu nigdy nie było „wszystko jedno”, spójny i pełen wewnętrznego pokoju, którego źródła upatrywał wyłącznie we wierze. Bez kompleksów, zdecydowany, mocny, a przecież wcale nie pyszny czy pewny siebie.

Zapraszam do lektury jego listów, i do spotkania z nim – w czas Światowych Dni Młodzieży, i również po ŚDM.


Bp Grzegorz Ryś


wstecz

Polecamy

Listy 1944-1976
książka: 31,20 zł 39,00 zł
do koszyka
schowek
Notatnik niespiesznego przechodnia
książka: 39,98 zł 49,98 zł
do koszyka
schowek
Warszawski „Domek w Kołomnie”
książka: 26,88 zł 33,60 zł
do koszyka
schowek

Copyright (c) Towarzystwo „WIĘŹ”
00-074 Warszawa, ul. Trębacka 3
e:mail: wiez@wiez.pl

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?