Twój koszykTwój schowek
   
Logowanie
szukaj

Biogram autora

Stefan Frankiewicz

Ur. 1940. Doktor nauk humanistycznych, historyk literatury, wydawca dzieł Jerzego Lieberta. Od 1970 r. w redakcji „Więzi”. W latach 1979–1989 redaktor polskiej edycji „L’Osservatore Romano” w Watykanie. Po powrocie do kraju redaktor naczelny WIĘZI (1989–1995) i doradca w MSZ ds. kontaktów z Watykanem, następnie ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej (1995–2001). Mieszka w Warszawie.

poznaj inne ksiązki autora

Katalog


Fragment

Stefan Frankiewicz, Cezary Gawryś

Nie stracić wiary w Watykanie



Cezary Gawryś: O Janie Pawle II słyszymy od lat, że kochał i szanował każdego człowieka. Wiadomo, od razu przebaczył swojemu niedoszłemu zabójcy i odwiedził go w więzieniu, odważnie bronił naszych praw w obliczu potęg tego świata, stając się głosem bezsilnych. Ale te i inne przykłady są raczej dalekie od naszych codziennych wyborów i wyzwań, jakie niesie życie. Na co zwróciłbyś dziś uwagę, gdy chodzi o stosunek naszego papieża do drugiego człowieka?


Stefan Frankiewicz: Odwołam się do antropologicznego punktu wyjścia w postawie Karola Wojtyły, na który w latach dziewięćdziesiątych zwrócił uwagę kard. Paul Poupard, a więc jeden z najbliższych współpracowników papieża w Kurii Rzymskiej. „Wielu dziwi się – pisał francuski kardynał – że Jan Paweł II tak wielką wagę przywiązuje do człowieka. Przypominam sobie, jak pierwszy raz zacytowałem jego tekst: «Trzeba kochać człowieka dla niego samego i dla niczego innego!» Niektórzy wokół mnie mówili: «Ależ to jest bluźnierstwo! Trzeba kochać człowieka ze względu na Boga». Nie! Trzeba kochać człowieka dla niego samego, a nie z żadnej innej przyczyny – nie przestaje powtarzać Jan Paweł II, począwszy od swego programowego przemówienia w UNESCO” (ten cytat zaczerpnięty jest z książki Ten papież jest darem od Boga, z przedmową Józefa Życińskiego, wydanej w roku 2002). Myślę, że w tej opinii kardynała Pouparda zawarty jest znamienny rys postawy Karola Wojtyły wobec człowieka w ogóle. Jakże daleko nam czasem w Polsce do takiego spojrzenia na naszych bliźnich, na ich wiarę i niewiarę. Zaprzeczeniem takiej postawy są choćby inkwizytorskie zapędy świeckich obrońców Kościoła i chrześcijańskich zasad moralnych, ich łatwość w wysyłaniu innych do piekła i orzekaniu, który z polityków ma prawo, a który nie ma prawa przystępować do sakramentów.


Gawryś: Mówisz o ludziach świeckich, ale to przecież od Kościoła hierarchicznego w dużej mierze zależy pojawianie się takiego inkwizytorskiego podejścia. Od Kościoła też zależy, co i jak podejmiemy z dziedzictwa Jana Pawła II. Czego więc przede wszystkim oczekujesz od polskich biskupów w związku z kanonizacją Karola Wojtyły?


Frankiewicz: Zanim odpowiem konkretnie na twoje pytanie, chciałbym podzielić się najpierw ogólniejszą refleksją. Otóż uważam, że należałoby odejść od praktyki łatwych kaznodziejskich ogólników na temat „całego” pontyfikatu, od mówienia o „wszystkim” w nauczaniu Jana Pawła II, od odwoływania się do wielkiego papieża tam, gdzie najważniejszym punktem odniesienia jest po prostu Ewangelia i niezmienna tradycja Kościoła. Nauczanie Karola Wojtyły zawiera natomiast bezcenną diagnozę stanu polskiego chrześcijaństwa oraz jego specyficznych związków z patriotyzmem i naszym życiem zbiorowym. Z diagnozy tej wyłania się potrzeba przeżywania wiary jako trudnej drogi wciąż ponawianych wyborów etycznych, nie zaś jako oblężonej twierdzy i miecza na ideowych przeciwników. A Kościół powinien być przyjaznym domem dla wszystkich, otwartym na współczesnych „jawnogrzeszników i celników”; powinien szanować inne ludzkie drogi poszukiwań, dostrzegać wartości także w pluralistycznym świecie, umieć przyjmować z wdzięcznością dobra, jakie otrzymuje od świata, od współczesnej kultury, od ludzi świeckich i ich świadectwa. „Kościół uznaje, że nie tylko sam daje, ale także wiele otrzymał od historii i ewolucji rodzaju ludzkiego” – przyznawał Jan Paweł II w 2001 roku, a więc na samym początku nowego tysiąclecia, w liście apostolskim Novo millennio ineunte. Taką postawę wdzięczności ze strony Kościoła potwierdzała pragmatyka duszpasterskiego oddziaływania papieża, który służąc człowiekowi zaczynał reformowanie świata nie od kruszenia murów zła, ale od podkreślania istniejącego już dobra w społeczeństwach, w relacjach międzynarodowych i życiu wspólnot politycznych. „W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku” – napisał Jan Paweł II w encyklice Dives in misericordia, już na początku swoich rządów.


Pamiętam, że taka właśnie hierarchia moralnego oddziaływania uderzała mnie każdego roku podczas styczniowych spotkań papieża z Korpusem Dyplomatycznym. W przemówieniach wygłaszanych przy tej okazji, które były podsumowaniem najważniejszych wydarzeń społecznych i politycznych na świecie w dopiero co zakończonym roku, wyraźna była za każdym razem nie tylko przenikliwość ocen i diagnoz, ale też skrupulatne rejestrowanie zjawisk pozytywnych, świadczących o dojrzałości poszczególnych polityków i społeczeństw. Tymczasem w polskim Kościele obserwujemy nieraz obsesyjne eksponowanie zła we współczesnym świecie, zamiast podkreślania dobra, które już istnieje; koncentrację na słabościach obyczajowych, tak jakby wszystko inne się nie liczyło; język polemik i potępień, zamiast naśladowania papieża w jego posłudze jednania.


[...] Uważałem tak wiele lat temu i tak uważam dziś: mam nadzieję, że kanonizacja Karola Wojtyły akurat w Niedzielę Bożego Miłosierdzia uświadomi nam wreszcie, jaki testament pozostawił nam nasz wielki rodak. Tym testamentem jest przesłanie o miłosierdziu Boga i potrzebie miłosierdzia wśród ludzi. O miłosierdziu, które oznacza nie tylko i nie przede wszystkim działalność charytatywną, Jan Paweł II mówił od początku pontyfikatu. Choćby w liście apostolskim o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia Salvifici doloris z 1984 roku. Napisał w nim: „Miłosiernym Samarytaninem jest każdy człowiek, który zatrzymuje się przy cierpieniu drugiego człowieka, jakiekolwiek by ono było... Miłosiernym Samarytaninem jest ten, który świadczy pomoc w cierpieniu, jakiejkolwiek byłoby ono natury”.


Jednak wątek miłosierdzia uczynił papież treścią całej swojej pielgrzymki poza granice Włoch tylko w Polsce w roku 2002. Była ona wielkim wołaniem o „nową wyobraźnię miłosierdzia”. Ta ostatnia podróż Jana Pawła II do rodzinnego kraju to niejako testament dla nas wszystkich. Zbliżający się do kresu życia papież uznał widać, że „miłosierdzie” i ściśle z nim związane „przebaczenie” są tym, czego brakuje nam najbardziej i co winno znaleźć się na pierwszej linii kościelnego i społecznego nawrócenia. Niestety, testament ten wciąż czeka na wypełnienia. Klimatu miłosierdzia, które jest „głębszym źródłem sprawiedliwości” oraz klimatu wybaczenia, bez którego „świat może być tylko światem zimnej, bezwzględnej sprawiedliwości” – nie czuje się zupełnie w polskim życiu zbiorowym. I co boli szczególnie – niekiedy nawet w Kościele.


wstecz

Polecamy

Żydzi w kulturze polskiej
książka: 28,39 zł 35,49 zł
do koszyka
schowek
e-book: 27,00 zł 30,00 zł
do koszyka
schowek
Warszawski „Domek w Kołomnie”
książka: 26,88 zł 33,60 zł
do koszyka
schowek
Ocalić Boga
książka: 25,60 zł 32,00 zł
do koszyka
schowek
Listy 1941–1966
książka: 28,00 zł 35,00 zł
do koszyka
schowek

Copyright (c) Towarzystwo „WIĘŹ”
00-074 Warszawa, ul. Trębacka 3
e:mail: wiez@wiez.pl

Bez Ciebie nie przetrwa WIĘŹ! Jak możesz pomóc?